Pon - Pt 6:30 – 13:00 / 16:00 – 21:30 Sob: 12:00 – 13:00 / Nie: 13:00 – 14:00   

CrossFit dla każdego? (cz.2)

CrossFit dla każdego? (cz.2)

CROSSFIT DLA KAŻDEGO? (CZ. 2)

 

Przez długi czas zastanawiałem się jak schudnąć, jak poprawić kondycję, co muszę zrobić, żeby móc wyjść na piąte piętro bez zadyszki albo przerw co kilka stopni; jak nadążać za innymi osobami, z którymi wybrałem się na wycieczkę rowerową albo żeby w końcu wybrać się ze znajomymi na wycieczkę w Tatry nie spowalniając tempa reszty grupy. Chciałbym przypomnieć sobie jak kilka lat temu potrafiłem przepłynąć na basenie kilkadziesiąt długości nie robiąc praktycznie przerw, a bieganie na autobus nie musiało się wiązać z koniecznością czekania na przystanku na kolejny. Zmotywowany do pracy nad sobą, zacząłem chodzić na siłownię. Miałem kolegę, który uczęszczał na nią już znacznie wcześniej, bez jakiegokolwiek planu treningowego. Chodziliśmy razem. Najpierw regularnie, trzy razy w tygodniu. Potem już tylko dwa. Wkrótce wypadły święta. Święta to obżarstwo. Plus 5 kilo. Trzeba zrzucić. Od 2 stycznia znowu: siłownia tzy razy w tygodniu. Przez tydzień.

W połowie miesiąca postanowienie noworoczne upadło. Pomijam już fakt, że udział tkanki tłuszczowej w masie mojego ciała prawie nie drgnął, a mięśni niemal wcale nie przybyło, kondycja chyba w sumie się pogorszyła. Doszedł do tego jeszcze jeden czynnik. Siłownia jest nudna. Uznałem, że karnet to pieniądze wyrzucone w błoto. Nie przedłużyłem na luty. Mała ilość słońca docierającego do nas zimą tylko pogarszała nastrój. Postanowiłem wziąć się za siebie jeszcze raz. Szukałem czegoś, co stanowiłoby ciekawy i skuteczny trening. Naprzeciw moim oczekiwaniom wyszedł CrossFit. Przeanalizowałem swój tygodniowy grafik obowiązków i stwierdziłem, że jestem w stanie spokojnie wygospodarować 3 godziny w tygodniu na trening. Każdy jest. Nadmiar pracy to tylko szkodliwa wymówka. Po pierwszym treningu byłem zmęczony, nawet bardzo zmęczony. Ale jednocześnie czułem satysfakcję i przypływ endorfin. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie było zakwasów. Były. Ale poszedłem za radą trenera i nie czekając aż przejdą same, poszedłem na kolejny trening. I znowu tak samo, intensywnie, ale nie za długo. Chociaż zupełnie inne ćwiczenia. W sam raz żeby się zmęczyć i mieć to samo poczucie radości po zakończeniu treningu.

Trening indywidualny jest w porządku dla osób ze szczególnymi problemami albo przeciwnie: dla zaawansowanych sportowców. Ja jestem (jak na razie) „przeciętniakiem”. Trening grupowy dał mi coś niesamowitego: motywację, którą z kolei mogłem dzielić się z innymi. Dzięki temu zacząłem odnosić zauważalne efekty. Poprawiłem siłę, kondycję i wytrzymałość. Czułem się lepiej, chętniej wstawałem rano. Kiedy ktoś zastanawia się jak poczuć się lepiej, odpowiedź jest prosta: trenuj CrossFit! Czy warto trenować CrossFit. Warto! Dlaczego? Bo to skuteczny trening (najskuteczniejszy w jakim uczestniczyłem do tej pory). Bo jest świetna atmosfera (ale wcale niekoniecznie sztucznie napomowana i w amerykańskim stylu). Bo znowu bardziej chce mi się żyć. Ale jeśli ktoś jest nieprzekonany, zawsze warto spróbować. Mimo zaproszenia na 3 darmowe treningi, już po pierwszym wiedziałem, że chcę to robić. Wreszcie prawidłowo wykonuję podstawowe ruchy funkcjonalne (trener powiedział, że tak nazywamy ćwiczenia, które – często nieświadomie – wykonujemy w codziennym życiu, a są one podstawą trenigu CrossFit). I tak zostałem (póki co początkującym) CrossFitterem. I idę tą drogą, bo CrossFit uzależnia. Niektóre uzależnienia są dobre. Zapomnijmy o tych złych i wznieśmy toast za CrossFit! Najlepiej wodą mineralną. Ale niekonicznie;)

CrossFit dla każdego? (cz.1)

Dodaj komentarz